
Cynizm jest swego rodzaju filtrem podobnym do braku słuchu. Jest tylko jedno ALE. Czemu musisz tego gówna słuchać skoro i tak w to nie wierzysz?
Załóżmy sytuację: Wcale się Tobą nie znudziłem.... tylko czemu jak ja bym się nie odezwała to nagle jakikolwiek kontakt znika? Czemu?
Teraz sytuacja ta sama wyłączając sferę werbalną: żadnych smsów, żadnych telefonów w nocy po pijaku.To znaczy: MAM CIĘ W DUPIE i teraz jak rafaello wyraziłeś więcej niż tysiąc słów!
Załóżmy sytuację: Wcale nie chcę Cię poruchać chodzi mi przecież o coś innego.
Wersja niema: dobieram się do Ciebie i macam po cyckach chociaż ty wyraźnie nie masz na to ochoty.
A ja znów jestem monotematyczna wiem. Tylko czy kontakty między ludzkie to nie są także kontakty z płcią przeciwną?
Załóżmy sytuację: Jest mi dobrze będąc samą. Tylko czemu cały czas gadam o związkach o tym jacy faceci są źli i jak ja zostałam skrzywdzona przez tego czy tamtego?
Wersja jak kino lat 20tych: Kasia wiecznie lata za facetami czeka na jakieś smsy, odpisuje na jakieś maile i spotyka się na jakiś przynudnawych randkach. Spotyka się nawet by sypiać z kimś tam po czym jest bardzo zawiedziona ,że ten ktoś nie wiąże z nią przyszłości, bo jej w połowie drogi się zmieniło.
Tak cynizm jest piękny...tylko czemu tak uszy więdną?
Przeskoczę z lekka z tematu na temat może i też przy nim zostanę ... Zakładając ,że dla facetów seks z laską jest tym czym dla kobiet jest ślub z mężczyzną zaczynam się głęboko zastanawiać nad tym: do jasnej cholery czemu chodzicie do kurew? Jakos nie przechodzi mi przez myśl by jakiś facet wziął ze mną ślub gdybym mu za to zapłaciła i dobrze o tym wiedziała. Co gorsza on nawet mógłby udawać rozanielonego i szczęśliwego. Czułabym się potwornie i myślałabym ,że muszę być naprawdę beznadziejna skoro musiałam za taką farsę płacić!!
Nie pojmuję więc was mężczyźni jak można w takim kłamstwie mieć satysfakcję i jeszcze tam wracać.
Kolejna jeszcze sprawa jest taka, a jeśli ja po prostu lubię seks i to z różnymi partnerami. Czemu więc mam udawać cnotę tylko po to by facet się nie zniechęcił po pierwszym razie, czemu? Czemu wy faceci nie jesteście wdzięczni za taki wspaniały układ: żadnych problemów, żadnych kłopotów. Czy gonienie króliczka jest naprawdę dużo więcej warte niż regularny seks? Jestem tak zawiedziona i tak mi przykro, moje poczucie atrakcyjności jest równe zeru. Jak to po jednym razie już mu nawet przestał stawać? Kurwa muszę być potwornie nudna skoro nie chciał niczego więcej tylko ten jeden raz. To takie przykre. Kurwa to jest straszne ...czuję się jak beznadziejny kawał gówna;(.
Kilka dni temu przeczytałam w książce, że kobieta nie czuje podniecenia momentalnie i jedynie sobie to wyobraża. Dziwi mnie to. Ja naprawdę jak ten człowiek mnie dotykał byłam cała mokra. Nawet teraz o tym pisząc czuję lekki dreszcz podniecenia. Czuję dreszcz podniecenia, ale wiem, że LOVE story nie będzie. Seksu więcej już też nie.
Pierwszy raz
Umówiliśmy się tak,że on mnie odbierze z skmki. Przyjechał po mnie swoim czerwonym samochodem. Nawet mnie nie poznał. Wcale mnie to nie dziwi, bo przecież widzieliśmy się tylko raz. Poznałam go ja. Cześć, cześć wymienione ruszamy więc do boju. W samochodzie zdenerwowana pomyślałam, że fajnie by było walnąć lufę na rozluźnienie i odwagę. Poprosiłam by zajechał do sklepu spożywczego. Moje marzenie zostało spełnione. Kupując alkohol niezmiennie od 21 ostatnich lat zostałam poproszona o dowód. Przy okazji usłyszałam poraz kolejny ,że wyglądam na max 16 lat. Kupiłam cytrynówę z myślą,że nie będę wtedy potrzebować popity. On wpadł też na chwilkę do sklepu,by kupić ....mniejsza o to. Wszedł też na chwilę. Wyszliśmy razem. Pojechaliśmy do niego. Wzgórze Maksymiliana więc można się było spodziewać, że będzie stromo. Znaleźliśmy się więc w jedynym wierzowcu w okolicy. Jego mieszkanie ....jest spore nie powiem. Tylko ,że jakieś takie smutne. Jakies takie zaniedbane. Trzy pokoje dla jednej osoby. Z powodzeniem mógłby mieć współlokatorów. Wymieniliśmy jakieś mało znaczące zdania rzucone gdzieś w korytarzu czy też innym miejscu. Ja się przebrałam w mój magiczny kostium Ann Summers - kupiony specjalnie by odbyć stosunek z Kanadyjczykiem. Chyba on wtedy wyszedł po wódkę? Tak zdecydowanie wyszedł po dodatkowy alkohol. Po jego powrocie byłam znów w ciuchach. Gadaliśmy sobie w salonie pijąc alkogol ,a tak uściślając ja wypiłam cały alkohol. Pies drapał o czym ...pamiętam tylko jeden obraz: on zaglądający mi pod bluzkę. Musiałam jeszcze trochę wypić żeby się przemóc do robienia czegokolwiek. Pamiętam jeszcze ,że byłam dosyć szybko pijana. Coś robiliśmy w pokoju w którym on pali fajki. Zaczeliśmy rozmawiać o muzyce. Okazało się ,że ma album The Black Keys El Camino. On puścił jakąś muzykę. Ja przez moment siedziałam u niego przed komputerem. Siedziałam na krześle. Później on przekręcił krzesło i usiadłam inaczej. Moja poza była mnie więcej taka:nogi leżały okrakiem na nim, ale ciężar ciała był oparty na tułowiu leżącym na miejscu siedzącym krzesła obrotowego. Rozpiął mi pasek. Później rozporek. Później zaczął ściągać majtki i zobaczył tatuaż. Pytał co to znaczy. Nawet nie mógł się rozczytać. Pamiętam ,że próbował mnie przenieść, ale ja mu zasugerowałam, żeby tego nie robił,bo mógłby się złamać. Oczywiście moje sugestie nie zostały potraktowane wystarczająco serio by uniknąć katastrofy. Coś chyba robiliśmy na łóżku w tamtym pokoju, ale on rozłożył łóżko w salonie. Tam też zaczęło się pieprzenie. Nie pamiętam tego wszystkiego dokładnie. Pamiętam tylko to ,że miałam to potworne uczucie, że chciało mi się srać. Później cierpiałam,bo chciało mi się sikać ,a dopadł mnie syndrom nieśmiałego pęcherza. On jako lekarz nawet sprawdzał mój pęcherz i potwierdził dianozę:"Masz pełny pęcherz". Spędziłam na kiblu trochę czasu. Pamiętam, że on przychodził do mnie, a ja zażenowana męczyłam się na kiblu próbując wydusić choćby kropelkę. Po kilkunastu minutach udało mi się! Znaleźliśmy się w kuchni. Tam ja usiadłam na jego stoliku i zaczeliśmy się pieprzyć. W pewnym momencie on powiedział:"Ale tak bez gumy?". Zareagowałam złością i dosyć gwałtownie. Krzyczałam "Czemu mi nie powiedziałeś?!" na co on odpowiadał śmiejąc się "Myślałem ,że wiesz skoro mi waliłaś wcześniej bez gumy". Wróciliśmy do salonu. Tam on założył gume i zaczęliśmy się znów pieprzyć. Tym razem on leżał na mnie. Co ciekawe udało mi się znaleźć pozycję w której mogłam sama stymulować swoją łechtaczkę. Wbrew temu co myślałam w połowie pieprzenia udało mi się dojść. Bez fajerwerków, ale doszłam. Odbyło się to na zasadzie:"O Boże czuję to ...dawaj rób tak zaraz dojdę ...ah, ah, ah, ooooh ...no to ja już jestem po." Później już tylko heblowanie i heblowanie. Żeby nie kłamać nie pamiętam za wiele. Pamiętam ,że mnie odprowadził. Gadałam coś o tym, że chcę żeby mój mąż jeździł czarnym Saabem. On mówił, że podobno najinteligentniejsi ludzie jeżdżą Saabami. Pożegnaliśmy się cześć, cześć. Pożegnałam też się z jego zainteresowaniem. Nawet jeszcze wtedy z tego sobie nie zdając sprawy. Znudziłam mu się już po pierwszym razie.
Oczywistą sprawą jest to ,że by zająć się praktyką warto by było najpierw zapoznać się z teorią. Problem jednak leży w tym, że każda teoria czasem po prostu się nie sprawdza. Każdy człowiek jest wyjątkowy, wszyscy są inni, zmieniają się itd. Czemu jednak tak często zdarza mi się mieścić w jakiś ramach? Czemu podlegam tym samym prawom co wszyscy inni ludzie? Czemu gdy ON nie dzwoni jest to oczywiste ,że mu nie zależy? Czemu spytam? Odpowiem chyba sobie sama. Widzę ludzi jako takie małe szklane kuleczki(ang. marbles), proszę niech mi ktoklwiek znajdzie taką samą kulkę. Nie ma takiej samej wszystkie są inne. Jedynym wspólnym mianownikiem jest to,że po prostu są szklanymi kulami. Dlatego też gdy je położyć na stole i go powoli przchylać kulki zaczną się z niego staczać. Są też i takie wyjątki gdy kulka się przyklei do stołu, gdy coś jej przeszkodzi w tym lub gdy jest potłuczona. To są jednak sporadyczne wypadki(tak teraz pomyśl jak rzadko mają miejsce takie sytuacje). Tak samo i my po prostu jesteśmy ludźmi. Zrozumiałam więc ,że mój bunt przeciwko wystosowywaniu oczywistych i uniwersalnych prawd dla wszystkich ludzi jest bezsensowny. Jest równie bezsensowny co życie nie znając tych ogólnych prawd. Rozumiem ,że zdarzają się wyjątki od tych reguł, warto je udokumentować i nie zaprzeczać ich istnieniu, warto jednak też pamiętać ,że takie sytuacje to rzadkość!
Ogólne prawdy , ogólne kłamstwa
Chcę dziś wejść na temat dotyczący mojej sfery zainteresowania. Przeklinam Boga, że za młodu dał mi figurę do zniesienia i dobrą przemianę materii. Los chciał bym spotkała pewną osobę, która sprawiła,że zamieniałam się w cień człowieka DUŻY cień. Psychiczne byłam wykończona, nie było już co zbierać. Fizycznie też doprowadziłam siebie samą do katastrofy. Moja głęboka wiara w to ,że będę mogła ciągle bez żadnych konsekwencji dla mojej figury jeść co chcę i w takich ilościach w jakich chcę sprawiła, że ze szczupłej dziewczyny zamieniałam się w ogra. Trochę sobie wybaczam, ponieważ jak już wspomniałam wiele "zawdzięczam" sytuacji w jakiej się znalazłam. Byłam młodą zalęzknioną osóbką. Miłość jakoś mnie nie lubiła ,zresztą i z wzajemnością. Spotkałam starszego przystojnego mężczyznę. Owinął mnie wokół palca w kilka chwil. Wykorzystał mnie też bardzo szybko. Zostawił jeszcze szybciej. Tylko ja ...tylko mi przyszło bardzo długo się zbierać i bardzo długo cierpieć z tego powodu. Moja rodzina nic nie ułatwiała. Wręcz pogarszali sytuacje. Przez moment byłam zwykłym warzywkiem. Dziś patrzę i nie wierzę, że mi tej wesołej ,głupkowatej osobie mógł się przytrafić taki koszmar. Mogłam tak długo walczyć z okrutnymi retrospekcjami,mogłam mieć problemy ze snem, mogłam mieć problemy z koncentracją. Po tej burzy się podniosłam na sekundę by znów upaść. Na początku studiów było ...było bardzo źle ze mną. Myślę sobie: Jak to było możliwe, że nikt nie zareagował? Tak to już wygląda w naszym świecie. Nikt nie zareagował, a ja usłyszałam tylko ,że jestem nienormalna. Przez cały ten czas walczyłam ze swoją wagą. Raz wygrywałam ja raz ona. Taka nierówna walka. Teraz wróćmy do prawd. Znasz taką ogólną prawdę: jak jesz dużo to tyjesz, jak jesz mało jesteś szczupła. Ile razy słyszałaś o czymś takim, że ktoś ma wspaniałą przemianę materii i nie może przytyć. Błagam! Ile jest kłamstwa w czymś takim! Czasem byłabym skłonna uwierzyć w to. Patrząc na te szczupłe laski, które jedzą batoniki lub słodycze lub cokolwiek takiego. Później odpowiadam sobie na to w ten sposób: To się skończy źle dla jej figury, a wiem że już dziś źle wpływa to na jej cały organizm, kilograma czy dwóch nie widać, ale nie od razu Rzym zbudowali. Druga odpowiedź jest też taka: to jedyny batonik jaki zjadła przez cały tydzień ,a ja miałam szczęście ją z nim widzieć. Niestety ludzie są okrągłymi kulami ,które w 99% stoczą się po pochyłym stole. Jakiś sławny kalifornijski trener powiedział: ciastko to chwila przyjemności, a zbędne kilogramy może i na całe życie. Jest w tym troche prawdy problem jednak polega na tym ,że jedno ciastko wiosny nie czyni, ale z reguły to nie jest tylko jedno zwykle to po prostu zły nawyk.
Ciastka są słodziutkie, ale jeszcze słodszy jest sukces
Teraz pomyśl co sprawiloby Ci więcej radości? Zjadasz ciastko w kawiarni. Rozbierasz się na plaży do bikini bez wstydu i bez zażenowania. Jeszcze raz: ciastko czy brak wstydu? To proste pytanie od razu tworzy gęste sito na ludzi, którym tak naprawdę zależy na sukcesie. Dla mnie bardziej oczywistej odpowiedzi niż ta nie było nigdy, ale czy ja mam rację?
Co jest ważniejsze prawda czy słodkie klamstwa
Wyobraźmy sobie taką sytuacje: poznajesz chłopaka, bardzo go polubiłaś spędzasz z nim czas, coraz bardziej się angażujesz,on jest dla Ciebie sympatyczny, bardziej się angażujesz, spotykasz go z dziewczyną i nienawidzisz suki ....tracisz z nim czas,bo okazuje się ,że on chciał być tylko Twoim kolegą, a poza tym jest zajęty. Wróćmy do początku: poznajesz chłopaka jest bardzo sympatyczny, ale mówi Ci ,że ma dziewczyne i bardzo ją kocha, spędzasz z nim czas świetnie rozmawiając, poznajesz jego dziewczynę ona okazuje się być naprawdę fajną laską i zaprzyjaźniasz się z nią. Wasza przyjaźń przetrwa nawet rozpad ich związku,bo okaże się ,że to nie było to. Dostrzeżesz sama wady tego chłopaka i stwierdzisz ,że dobrze zrobiła ta laska. Zauważ ,że obydwa te scenariusze mogły się wydarzyć. Teraz odpowiedź: co jest cenniejsze prawda czy nawet najpiękniejsze kłamstwo? Czasem usłyszeć nawet przykrą prawdę jest lepiej. Nawet nie czasem, nawet zawsze. Czemu? Prędzej czy później ona i tak wyjdzie na jaw. Za dużo energii kosztowało by utrzymanie kłamstwa. Pamiętasz takie filmy jak , np. Hibernatus. Ile wysiłku kosztowało wszystkich by utrzymać status quo które było kłamstwem ,a prawda i tak później wypłynęła? Tak samo jest w życiu. Nie warto po prostu nie warto. To teraz zacznijmy od nowa: poznajesz chłopaka, bardzo go polubiłaś i spędzasz z nim czas, dostrzegasz jednak ,że jego gesty sympatii mają charakter czysto koleżeński ...spotykasz go z dziewczyną itd itd. Czemu mi często zdarza się to mylić...tu już pojawia się odniesienie do niesamowicie odkrywczej notatki teoretycznej ,która zaginęła gdzieś w przestrzeni internetu. Autorem był Guru Glosator. Tutaj pojawia się fata morgana spragnionych miłości. Dla mnie było to odkrywcze,bo zrozumiałam, że bardziej od tego co robili mężczyźni ze mną krzywdziło mnie to co ja miałam we własnej głowie.
Domyślam się ,że notatka przez swoją wielowątkowość może być trudna do odczytania. Ja sama nie wiem co chciałam przez nią powiedzieć. Chyba tylko to, że jestem zwykłą okrągłą szklana kuleczką z niezwykłym i niepowtarzalnym wnętrzem ,które nie daje mi jednak możliwości omijać reguły,które rządzą wszechświatem.