COLD AS ICE Szacunek do siebie...
Jak go mieć ...jak go odzyskać. Szacunek do siebie wg tego co gdzieś wyczytałam zależy od realizmu tego jak siebie samego/samą postrzegamy. Czyli jeśli ktoś przesadza ze swoimi wadami zapominając o zaletach go nie ma. Wtedy pojawia się tak zwany mechanizm kompensacyjny te braki polegający na wytworzeniu idealnego obrazu samego siebie. Ma on wtedy zbalansować negatywne myślenie o sobie. Jest proporcja im silniejszy narcyzm tym silniejsze kompleksy i ...mniejszy szacunek do samego/samej siebie. Jak więc odzyskać szacunek ? Zrobić z samym sobą szczery rozrachunek. Co ciekawa mam wrażenie, że ludzka wartość jest zawsze taka sama więc wszyscy wychodzą na zero. Ktoś ma jakieś zalety, a ktoś ma jakieś wady. Inna na kontinuum wada -zaleta ma tam wartość pozytywną ...itd. Chodzi o to ,że wartość jest zawsze ta sama. Wydawać by się mogą ,że jest to głupie, ale jeśli by na przykład spojrzeć osobno na ludzkie zachowanie jako takie i osobno na osobę samą w sobie. Nikt nie jest swoim zachowaniem ...ono może i charakteryzować osobę ,ale z tym też bywa różnie. Wszystko co nas otacza może i nas charakteryzować w pewnym (tylko pewnym stopniu). No bo na przykład co decyduje o tym ,że ktoś ma brzydkie stare buty? Można pomyśleć brudas, niechluj. Tylko są też inne przyczyny dla których ktoś je nosi. Jest do nich przywiązany ,a model został wycofany. Nie ma pieniędzy na nowe. Tak jak buty Forresta Gumpa - milionera- wyglądały dość nieciekawie. Może też być tak, że ktoś czysci i dba o te buty, ale np dziś wpadł w błoto itp. Więc zachowanie może nas charakteryzować ,ale też nie musi dopóki nie poznamy prawdziwych motywów tego działania, ta charakterystyka będzie gówno warta. Więc też wracając do wartości: jak można być zbyt pewnym siebie? To taki trochę oksymoron. Jak można być zbyt pewnym tego czy spadnie deszcz? Albo jesteś pewny albo nie jesteś? Pewność zależy tu tylko i wyłącznie od tego co jest naprawdę. Pewność albo jest albo jej nie ma ,a stopniowanie jej wydaje się mi być błędem logicznym. Dlatego więc przeciwieństwem pewności siebie jest niepewność. Z tą pewnością siebie jest też trochę tak, że może ona występować na różnych polach. Załóżmy jestem pewna siebie w roli trójkowego (średniaka) ucznia. Będąc w roli wspaniałego ucznia nie czułabym się pewna. Rozumiem ,że zbytnia pewność siebie zakłada ,że ktoś mimo realnych przesłanek myśli coś zupełnie innego (tak bynajmniej myślę ,że pojmują ją niektórzy) tylko ,że ja bym to już raczej nazwała głupotą lub ślepotą! 

by XXX | 2012-05-27 15:25:03 | skomentuj! (0)
Nie bawi mnie to...
Niestety umawianie się z facetami i chodzenie na randki z nimi jest dla mnie katorgą. To przykre i smutne ,a ja zawsze później tylko cierpie. Co mogę zrobić by to zmienić? Jak przestać już cierpieć? Dlaczego to się tak zawsze kończy? Dlaczego... Czemu muszę zawsze płakać? Czemu robię sobie takie nadzieje? Czuję się taka samotna. Chciałabym żeby ktoś mnie pocieszył i przytulił. Chciałabym by ktoś powiedział ,że sobie dam radę i we mnie wierzy. Faceci w moim życiu długo nie zagrzewają miejsca i szczerze mówiąc wątpie by to się miało kiedykolwiek zmienić. Po prostu się to nie zmieni. Czytam tą głupią książkę o Marsjanach i wenusjankach i jest to prawda, ale to jest dla mnie męczące. Chciałabym być poza tym wszystkim chciałabym móc o tym już zapomnieć. Wiadomo,że jak raz zdawałam prawo jazdy i ten pierwszy raz był straszny to byłoby głupim od razu się poddawać. Problem jednak polega na tym ,że to byłby setny facet z którym mi nie wyszło, który mnie nie chciał i takie tam sprawy. Byłby to też może i czwarty facet,którego ja nie chciałam. Nie wiem czemu mogłam być tak głupia, ale nie ważne. Dziś żałuję niektórych posunięć. Niestety. Wybaczcie. Wybaczcie głupoty.

by XXX | 2012-05-24 19:12:08 | skomentuj! (0)
Czekam na tego jedynego
Jak to jest, jak jest czekać na tego jedynego. Ja chcę by mój mąż jeździł czarnym saabem. Tak już wielokrotnie o tym wspominałam. Co jest najgorsze: czekam na księcia z bajki ,na kogoś niesamowitego....cokolwiek by tu nie wpisać. Szukanie odpowiedniej osoby,a to czym jest prawdziwa miłość. Jaka dusza ...duchowe połączenie i tego tyou sprawy? Ludu duloc. Dusza jest bardzo dobrze chroniona przez nasz charkter który jest wspaniałą osłonką dla niej. Problem polega na tym ,że ludzie na przestrzeni lat zmieniają się niemiłosiernie i jak możliwym może być coś takiego jak duchowe połączenie? Jak ? A może to nie tak może dusza jest częścią naszego charakteru? No właśnie ,ale charkter się zmienia więc i rzeczona dusza też. Przecież wystarczy tylko sobie przejrzeć moje notatki na przestrzeni ostatnich kilku lat. A może dusza to jest tylko bardzo prymitywny komputer naszego ciała i warto by było stale aktualizować  go wraz ze zmianami zachodzącymi na świecie zewnętrznym? Tak by pozostać w grze. Jedno wiem na pewno układ limbiczny jest bardzo toporny. Nie jest tak elastyczny i szybki jak rozum. Działa na jakiś dziwnych innych zasadach których nie można zrozumieć tylko poczuć. Jest ...jest beznadziejny i właśnie teraz sprawia ,że mam ochotę się położyć na podłodze i wijąc się błagać X-a na kolanach żeby mi powiedział dlaczego mnie nie chce. Nie jest tak ,że nie możesz kogoś pokochać tylko ty po prostu nie chcesz kogoś pokochać. Nie możesz pokochać bo nie chcesz i niewiadomo czemu nie chcesz. Kurcze gdyby tylko jeszcze można było to ubrać w słowa dlaczego nie chcesz. Może na przykład dlatego ,że ....nie wiem dlaczego. G czemu mnie nie chciałeś czemu kurwa...dałam Ci szanse. Czemu? Co tak bardzo zjebałam ,że mnie nie chciałeś? Czemu skoro pomyślałam, że powinnam być dla Ciebie dobra ty mnie odrzuciłeś? Za co to? Za co? Powiedz : to naprawde było takie straszne ,że Ci mówiłam o swoich niepowodzeniach w miłości? Naprawdę? Kurwa tyle razy  cierpiałam i chciałam Ci o tym tylko powiedzieć. Jej ja tylko potrzebowałam żebyś mnie zaakceptował. Mam ochotę się położyć na podłodze i pytać się czemu. To jest takie rpzykre ,że oni mnie nie chcieli. Jakoś tak zawsze nachodziła mnie taka myśl ,że kurcze ja się naginam, daję szanse komuś kto mnie nie przekonuje do końca...a oni wcale nie chcą się nagiąć dla mnie. Po co ja więc mam się naginać? To nie ma sensu nawet najmniejszego. Po co mam się jakkolwiek Obawiam się tylko jednej rzeczy ,że pewnego dnia ludzie odkryją tą całą tajemnicę kryjącą się za "miłością" i jedyne co nam pozostanie to tylko znalezienie miłości. ....gówno to wszystko jest gówno.....!!!!!!!!!!!!!!!!!!

by XXX | 2012-05-21 23:11:33 | skomentuj! (0)
Psychoza
Oto ja Katarzyna.
Moje życie:
Jestem małym wesołym dzieckiem. Moja matka była skupioną na sobie rozpuszczoną cizią. Nie w głowie jej było zajmowanie się swoim dzieckiem wpadą. Nie mogę pojąć tylko jednego czemu moja matka nie chce mi tego powiedzieć ,że nie byłam wyczekanym i chcianym dzieckiem? Czemu ? Czy to byłoby dla mnie bolesne? Może trochę ...bardziej bolesny jest jednak dla mnie ten cały durnowaty teatrzyk. Bo wiesz czasami dzieci przychodzą nie wtedy gdy tego chcesz...bla bla bla. Pierdolenie o szopenie...byłam wpadą tak jak i 85% społeczeństwa. Czym tu się martwić? To jest prawda...niektórych nawet chcieli usunąć-to znaczy zrobić aborcje. Mniejsza o to jestem wpadą i w chuj mi z tym dobrze, a pierdolenie ,że nią nie jestem jest dla mnie tak żenujące. Problem jednak leży tu ,że część rodziców kocha swoje wpady i się nimi zajmuje. Matka mnie nie kochała ,nie zajmowała się mną i nie poświęcała mi uwagi. Nie była matką, była tylko rodzicielką i właśnie za to ją nienawidzę. Bycie wpadą jest po prostu normą, ale bycie niekochanym do tej normy nie należy. Wpada zaczęła robić kłopoty później,bo się okazało ,że jak się jej nie kocha to ona się źle czuje. Systematyczny spadek mojego poczucia własnej wartości doprowadził mnie do ....UWAGA UWAGA doprowadził mnie do Romana. Człowieka ,który sprawił ,że coś poczułam. Długo wypierałam to uczucie. Bardzo długo nie mogłam uwierzyć, że ktoś kto mi się bardzo podoba chciał mnie tylko poruchać nawet nie poruchać po prostu wykorzystać. Wykorzystał mnie. Zrobił to tak,że bardziej mnie skrzywdzić nie mógł. Myśle ,że biedny bogu ducha winny Roman nawet nie wiedział ,że mnie aż tak krzywdzi. Ot pomyślał: fajnie by było puknąć małolatę. Ta małolata jednak była na tyle durna ,że dała się zwieść zauroczeniu jego osobą. I mimo faktu, że on chciał już to zakończyć ona nie dawała mu spokoju. Może i nawet czuł się troche winny ,ale nigdy tego nie odczułam nawet przez moment tego nie pokazał po sobie. Żadnego przepraszam żadnego pocałuj mnie w dupę nic co mogłoby jakoś oczyścić nasze stosunki. No i jeszcze na to wszystko moja własna matka, która mi zazdrościła mojej młodości i nigdy nie traktowała mnie jak swoje dziecko, ale raczej jak swojego wroga. Przykre to jest ,ale jakże prawdziwe. I nagle ja z tym całym swoim rozstrojem nerwowym. I ona z tą całą nienawiścią do mnie. Nie uzyskałam żadnej pomocy. Nie umiałam sobie poradzić z tym co spadło na moją głowę. To właśnie to o czym mówił FREUD odrzuciłam rzeczywistość i prawdę moimi dziurami była wrogość matki ,która stale zapewniała mnie o czymś zupełnie odwrotnym i ten cały Roman, który mnie nie kochał a wyrządził mi tak wielką krzywdę. To razem z wisienką na torcie czyli Danką moją cudowną szefową, która się na mnie stale wyrzywała i mnie bardzo nienawidziła(nie ważne z jakiej przyczyny może to prawda ,że byłam strasznym pracownikiem,ale czy trzeba było mnie tak dręczyć- choćbym się zesrała to i tak niewiele by pomogło) ,a Tomek oczywiście kablując stale na mnie dolewał oliwy do ognia. To właśnie wszystko sprawiło ,że się zapadłam. Powstała dziura ,bo nie mogłam przyjąć tego. Nie byłam w stanie zaakceptować faktu ,że moja własna matka mnie nienawidzi. Zresztą czy ktokolwiek z was byłby w stanie pojąć coś tak kosmicznego? Pojąć to,że ktoś tak Ci bliski odczuwa w stosunku do Ciebie tak wrogie emocje? To przykre co mi się stało. Przyznaję, że bardzo długo się zbierałam. Czy dziś jeszcze cierpie? Nie wiem. Jak mogę odpowiedzieć na takie pytanie? Mi się wydaje ,że to wszystko już za mną. Co jeśli to wcale nie za mną a ja nadal próbuję się z tym jakoś ułożyć? Ale nie widzę tego?


by XXX | 2012-05-19 18:45:33 | skomentuj! (0)
Jak by tak na jeden dzień stracić słuch!

Cynizm jest swego rodzaju filtrem podobnym do braku słuchu. Jest tylko jedno ALE. Czemu musisz tego gówna słuchać skoro i tak w to nie wierzysz? 

Załóżmy sytuację: Wcale się Tobą nie znudziłem.... tylko czemu jak ja bym się nie odezwała to nagle jakikolwiek kontakt znika? Czemu? 

Teraz sytuacja ta sama wyłączając sferę werbalną: żadnych smsów, żadnych telefonów w nocy po pijaku.To znaczy: MAM CIĘ W DUPIE i teraz jak rafaello wyraziłeś więcej niż tysiąc słów!

Załóżmy sytuację: Wcale nie chcę Cię poruchać chodzi mi przecież o coś innego.

Wersja niema: dobieram się do Ciebie i macam po cyckach chociaż ty wyraźnie nie masz na to ochoty.

A ja znów jestem monotematyczna wiem. Tylko czy kontakty między ludzkie to nie są także kontakty z płcią przeciwną? 

Załóżmy sytuację: Jest mi dobrze będąc samą. Tylko czemu cały czas gadam o związkach o tym jacy faceci są źli i jak ja zostałam skrzywdzona przez tego czy tamtego?

Wersja jak kino lat 20tych: Kasia wiecznie lata za facetami czeka na jakieś smsy, odpisuje na jakieś maile i spotyka się na jakiś przynudnawych randkach. Spotyka się nawet by sypiać z kimś tam po czym jest bardzo zawiedziona ,że ten ktoś nie wiąże z nią przyszłości, bo jej w połowie drogi się zmieniło. 

Tak cynizm jest piękny...tylko czemu tak uszy więdną? 

Przeskoczę z lekka z tematu na temat może i też przy nim zostanę ... Zakładając ,że dla facetów seks z laską jest tym czym dla kobiet jest ślub z mężczyzną zaczynam się głęboko zastanawiać nad tym: do jasnej cholery czemu chodzicie do kurew? Jakos nie przechodzi mi przez myśl by jakiś facet wziął ze mną ślub gdybym mu za to zapłaciła i dobrze o tym wiedziała. Co gorsza on nawet mógłby udawać rozanielonego i szczęśliwego. Czułabym się potwornie i myślałabym ,że muszę być naprawdę beznadziejna skoro musiałam za taką farsę płacić!! 

Nie pojmuję więc was mężczyźni jak można w takim kłamstwie mieć satysfakcję i jeszcze tam wracać. 

Kolejna jeszcze sprawa jest taka, a jeśli ja po prostu lubię seks i to z różnymi partnerami. Czemu więc mam udawać cnotę tylko po to by facet się nie zniechęcił po pierwszym razie, czemu? Czemu wy faceci nie jesteście wdzięczni za taki wspaniały układ: żadnych problemów, żadnych kłopotów. Czy gonienie króliczka jest naprawdę dużo więcej warte niż regularny seks? Jestem tak zawiedziona i tak mi przykro, moje poczucie atrakcyjności jest równe zeru. Jak to po jednym razie już mu nawet przestał stawać? Kurwa muszę być potwornie nudna skoro nie chciał niczego więcej tylko ten jeden raz. To takie przykre. Kurwa to jest straszne ...czuję się jak beznadziejny kawał gówna;(.



by XXX | 2012-05-03 20:01:36 | skomentuj! (0)
Chciałabym czegoś więcej...
Moim marzeniem jest by osiągnąć coś więcej. Patrząc na związki ludzi mam wrażenie, że to pasmo udręki gdzie obydwoje się krzywdzą i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Może i jestem jak to ktoś pięknie ujął:poranioną kobietą, bo takie podobno są wszystkie feministki. Tylko ,że ja naprawdę się zastanawiam czy aby na pewno jest tak, że kobieta może się sprawdzić tylko w związku tylko w domu. Jeśli Bóg by chciał byśmy się tylko tam sprawdząły nie dał by inteligencji często wbrew wszystkiemu przewyższającą inteligencje mężczyzn. Czy tak jest? Szczerze mówiąc nigdy przenigdy Ja nawet nie w związku ,ale kontaktach między ludzkich nie daję sobie rady. Weźmy na przykład kwiecisty przypadek: miałam z tym człowiekiem sypiać normalnie, co jakiś czas...

by XXX | 2012-04-27 14:00:52 | skomentuj! (0)
Czy to aby na pewno prawda jest?

Kilka dni temu przeczytałam w książce, że kobieta nie czuje podniecenia momentalnie i jedynie sobie to wyobraża. Dziwi mnie to. Ja naprawdę jak ten człowiek mnie dotykał byłam cała mokra. Nawet teraz o tym pisząc czuję lekki dreszcz podniecenia. Czuję dreszcz podniecenia, ale wiem, że LOVE story nie będzie. Seksu więcej już też nie.

Pierwszy raz

Umówiliśmy się tak,że on mnie odbierze z skmki. Przyjechał po mnie swoim czerwonym samochodem. Nawet mnie nie poznał. Wcale mnie to nie dziwi, bo przecież widzieliśmy się tylko raz. Poznałam go ja. Cześć, cześć wymienione ruszamy więc do boju. W samochodzie zdenerwowana pomyślałam, że fajnie by było walnąć lufę na rozluźnienie i odwagę. Poprosiłam by zajechał do sklepu spożywczego. Moje marzenie zostało spełnione. Kupując alkohol niezmiennie od 21 ostatnich lat zostałam poproszona o dowód. Przy okazji usłyszałam poraz kolejny ,że wyglądam na max 16 lat. Kupiłam cytrynówę z myślą,że nie będę wtedy potrzebować popity. On wpadł też na chwilkę do sklepu,by kupić ....mniejsza o to. Wszedł też na chwilę. Wyszliśmy razem. Pojechaliśmy do niego. Wzgórze Maksymiliana więc można się było spodziewać, że będzie stromo. Znaleźliśmy się więc w jedynym wierzowcu w okolicy. Jego mieszkanie ....jest spore nie powiem. Tylko ,że jakieś takie smutne. Jakies takie zaniedbane. Trzy pokoje dla jednej osoby. Z powodzeniem mógłby mieć współlokatorów. Wymieniliśmy jakieś mało znaczące zdania rzucone gdzieś w korytarzu czy też innym miejscu. Ja się przebrałam w mój magiczny kostium Ann Summers - kupiony specjalnie by odbyć stosunek z Kanadyjczykiem. Chyba on wtedy wyszedł po wódkę? Tak zdecydowanie wyszedł po dodatkowy alkohol. Po jego powrocie byłam znów w ciuchach. Gadaliśmy sobie w salonie pijąc alkogol ,a tak uściślając ja wypiłam cały alkohol. Pies drapał o czym ...pamiętam tylko jeden obraz: on zaglądający mi pod bluzkę. Musiałam jeszcze trochę wypić żeby się przemóc do robienia czegokolwiek. Pamiętam jeszcze ,że byłam dosyć szybko pijana. Coś robiliśmy w pokoju w którym on pali fajki. Zaczeliśmy rozmawiać o muzyce. Okazało się ,że ma album The Black Keys El Camino. On puścił jakąś muzykę. Ja przez moment siedziałam u niego przed komputerem. Siedziałam na krześle. Później on przekręcił krzesło i usiadłam inaczej. Moja poza była mnie więcej taka:nogi leżały okrakiem na nim, ale ciężar ciała był oparty na tułowiu leżącym na miejscu siedzącym krzesła obrotowego. Rozpiął mi pasek. Później rozporek. Później zaczął ściągać majtki i zobaczył tatuaż. Pytał co to znaczy. Nawet nie mógł się rozczytać. Pamiętam ,że próbował mnie przenieść, ale ja mu zasugerowałam, żeby tego nie robił,bo mógłby się złamać. Oczywiście moje sugestie nie zostały potraktowane wystarczająco serio by uniknąć katastrofy. Coś chyba robiliśmy na łóżku w tamtym pokoju, ale on rozłożył łóżko w salonie. Tam też zaczęło się pieprzenie. Nie pamiętam tego wszystkiego dokładnie. Pamiętam tylko to ,że miałam to potworne uczucie, że chciało mi się srać. Później cierpiałam,bo chciało mi się sikać ,a dopadł mnie syndrom nieśmiałego pęcherza. On jako lekarz nawet sprawdzał mój pęcherz i potwierdził dianozę:"Masz pełny pęcherz". Spędziłam na kiblu trochę czasu. Pamiętam, że on przychodził do mnie, a ja zażenowana męczyłam się na kiblu próbując wydusić choćby kropelkę. Po kilkunastu minutach udało mi się! Znaleźliśmy się w kuchni. Tam ja usiadłam na jego stoliku i zaczeliśmy się pieprzyć. W pewnym momencie on powiedział:"Ale tak bez gumy?". Zareagowałam złością i dosyć gwałtownie. Krzyczałam "Czemu mi nie powiedziałeś?!" na co on odpowiadał śmiejąc się "Myślałem ,że wiesz skoro mi waliłaś wcześniej bez gumy". Wróciliśmy do salonu. Tam on założył gume i zaczęliśmy się znów pieprzyć. Tym razem on leżał na mnie. Co ciekawe udało mi się znaleźć pozycję w której mogłam sama stymulować swoją łechtaczkę. Wbrew temu co myślałam w połowie pieprzenia udało mi się dojść. Bez fajerwerków, ale doszłam. Odbyło się to na zasadzie:"O Boże czuję to ...dawaj rób tak zaraz dojdę ...ah, ah, ah, ooooh ...no to ja już jestem po." Później już tylko heblowanie i heblowanie. Żeby nie kłamać nie pamiętam za wiele. Pamiętam ,że mnie odprowadził. Gadałam coś o tym, że chcę żeby mój mąż jeździł czarnym Saabem. On mówił, że podobno najinteligentniejsi ludzie jeżdżą Saabami. Pożegnaliśmy się cześć, cześć. Pożegnałam też się z jego zainteresowaniem. Nawet jeszcze wtedy z tego sobie nie zdając sprawy. Znudziłam mu się już po pierwszym razie.



by XXX | 2012-04-22 23:25:35 | skomentuj! (0)
Kuleczki

Oczywistą sprawą jest to ,że by zająć się praktyką warto by było najpierw zapoznać się z teorią. Problem jednak leży w tym, że każda teoria czasem po prostu się nie sprawdza. Każdy człowiek jest wyjątkowy, wszyscy są inni, zmieniają się itd. Czemu jednak tak często zdarza mi się mieścić w jakiś ramach? Czemu podlegam tym samym prawom co wszyscy inni ludzie? Czemu gdy ON nie dzwoni jest to oczywiste ,że mu nie zależy? Czemu spytam? Odpowiem chyba sobie sama. Widzę ludzi jako takie małe szklane kuleczki(ang. marbles), proszę niech mi ktoklwiek znajdzie taką samą kulkę. Nie ma takiej samej wszystkie są inne. Jedynym wspólnym mianownikiem jest to,że po prostu są szklanymi kulami. Dlatego też gdy je położyć na stole i go powoli przchylać kulki zaczną się z niego staczać. Są też i takie wyjątki gdy kulka się przyklei do stołu, gdy coś jej przeszkodzi w tym lub gdy jest potłuczona. To są jednak  sporadyczne wypadki(tak teraz pomyśl jak rzadko mają miejsce takie sytuacje). Tak samo i my po prostu jesteśmy ludźmi. Zrozumiałam więc ,że mój bunt przeciwko wystosowywaniu oczywistych i uniwersalnych prawd dla wszystkich ludzi jest bezsensowny. Jest równie bezsensowny co życie nie znając tych ogólnych prawd. Rozumiem ,że zdarzają się wyjątki od tych reguł, warto je udokumentować i nie zaprzeczać ich istnieniu, warto jednak też pamiętać ,że takie sytuacje to rzadkość!

Ogólne prawdy , ogólne kłamstwa

Chcę dziś wejść na temat dotyczący mojej sfery zainteresowania. Przeklinam Boga, że za młodu dał mi figurę do zniesienia i dobrą przemianę materii. Los chciał bym spotkała pewną osobę, która sprawiła,że zamieniałam się w cień człowieka DUŻY cień. Psychiczne byłam wykończona, nie było już co zbierać. Fizycznie też doprowadziłam siebie samą do katastrofy. Moja głęboka wiara w to ,że będę mogła ciągle bez żadnych konsekwencji dla mojej figury jeść co chcę i w takich ilościach w jakich chcę sprawiła, że ze szczupłej dziewczyny zamieniałam się w ogra. Trochę sobie wybaczam, ponieważ jak już wspomniałam wiele "zawdzięczam" sytuacji w jakiej się znalazłam. Byłam młodą zalęzknioną osóbką. Miłość jakoś mnie nie lubiła ,zresztą i z wzajemnością. Spotkałam starszego przystojnego mężczyznę. Owinął mnie wokół palca w kilka chwil. Wykorzystał mnie też bardzo szybko. Zostawił jeszcze szybciej. Tylko ja ...tylko mi przyszło bardzo długo się zbierać i bardzo długo cierpieć z tego powodu. Moja rodzina nic nie ułatwiała. Wręcz pogarszali sytuacje. Przez moment byłam zwykłym warzywkiem. Dziś patrzę i nie wierzę, że mi tej wesołej ,głupkowatej osobie mógł się przytrafić taki koszmar. Mogłam tak długo walczyć z okrutnymi retrospekcjami,mogłam mieć problemy ze snem, mogłam mieć problemy z koncentracją. Po tej burzy się podniosłam na sekundę by znów upaść. Na początku studiów było ...było bardzo źle ze mną. Myślę sobie: Jak to było możliwe, że nikt nie zareagował? Tak to już wygląda w naszym świecie. Nikt nie zareagował, a ja usłyszałam tylko ,że jestem nienormalna. Przez cały ten czas walczyłam ze swoją wagą. Raz wygrywałam ja raz ona. Taka nierówna walka. Teraz wróćmy do prawd. Znasz taką ogólną prawdę: jak jesz dużo to tyjesz, jak jesz mało jesteś szczupła. Ile razy słyszałaś o czymś takim, że ktoś ma wspaniałą przemianę materii i nie może przytyć. Błagam! Ile jest kłamstwa w czymś takim! Czasem byłabym skłonna uwierzyć w to. Patrząc na te szczupłe laski, które jedzą batoniki lub słodycze lub cokolwiek takiego. Później odpowiadam sobie na to w ten sposób: To się skończy źle dla jej figury, a wiem że już dziś źle wpływa to na jej cały organizm, kilograma czy dwóch nie widać, ale nie od razu Rzym zbudowali. Druga odpowiedź jest też taka: to jedyny batonik jaki zjadła przez cały tydzień ,a ja miałam szczęście ją z nim widzieć. Niestety ludzie są okrągłymi kulami ,które w 99% stoczą się po pochyłym stole. Jakiś sławny kalifornijski trener powiedział: ciastko to chwila przyjemności, a zbędne kilogramy może i na całe życie. Jest w tym troche prawdy problem jednak polega na tym ,że jedno ciastko wiosny nie czyni, ale z reguły to nie jest tylko jedno zwykle to po prostu zły nawyk. 

Ciastka są słodziutkie, ale jeszcze słodszy jest sukces

Teraz pomyśl co sprawiloby Ci więcej radości? Zjadasz ciastko w kawiarni. Rozbierasz się na plaży do bikini bez wstydu i bez zażenowania. Jeszcze raz: ciastko czy brak wstydu? To proste pytanie od razu tworzy gęste sito na ludzi, którym tak naprawdę zależy na sukcesie. Dla mnie bardziej oczywistej odpowiedzi niż ta nie było nigdy, ale  czy ja mam rację?

Co jest ważniejsze prawda czy słodkie klamstwa

Wyobraźmy sobie taką sytuacje: poznajesz chłopaka, bardzo go polubiłaś spędzasz z nim czas, coraz bardziej się angażujesz,on jest dla Ciebie sympatyczny, bardziej się angażujesz, spotykasz go z dziewczyną i nienawidzisz suki ....tracisz z nim czas,bo okazuje się ,że on chciał być tylko Twoim kolegą, a poza tym jest zajęty. Wróćmy do początku: poznajesz chłopaka jest bardzo sympatyczny, ale mówi Ci ,że ma dziewczyne i bardzo ją kocha, spędzasz z nim czas świetnie rozmawiając, poznajesz jego dziewczynę ona okazuje się być naprawdę fajną laską i zaprzyjaźniasz się z nią. Wasza przyjaźń przetrwa nawet rozpad ich związku,bo okaże się ,że  to nie było to. Dostrzeżesz sama wady tego chłopaka i stwierdzisz ,że dobrze zrobiła ta laska. Zauważ ,że obydwa te scenariusze mogły się wydarzyć. Teraz odpowiedź: co jest cenniejsze prawda czy nawet najpiękniejsze kłamstwo? Czasem usłyszeć nawet przykrą prawdę jest lepiej. Nawet nie czasem, nawet zawsze. Czemu? Prędzej czy później ona i tak wyjdzie na jaw. Za dużo energii kosztowało by utrzymanie kłamstwa. Pamiętasz takie filmy jak , np. Hibernatus. Ile wysiłku kosztowało wszystkich by utrzymać status quo które było kłamstwem ,a prawda i tak później wypłynęła? Tak samo jest w życiu. Nie warto po prostu nie warto. To teraz zacznijmy od nowa: poznajesz chłopaka, bardzo go polubiłaś i spędzasz z nim czas, dostrzegasz jednak ,że jego gesty sympatii mają charakter czysto koleżeński ...spotykasz go z dziewczyną itd itd. Czemu mi często zdarza się to mylić...tu już pojawia się odniesienie do niesamowicie odkrywczej notatki teoretycznej ,która zaginęła gdzieś w przestrzeni internetu. Autorem był Guru Glosator. Tutaj pojawia się fata morgana spragnionych miłości. Dla mnie było to odkrywcze,bo zrozumiałam, że bardziej od tego co robili mężczyźni ze mną krzywdziło mnie to co ja miałam we własnej głowie. 

 

Domyślam się ,że notatka przez swoją wielowątkowość może być trudna do odczytania. Ja sama nie wiem co chciałam przez nią powiedzieć. Chyba tylko to, że jestem zwykłą okrągłą szklana kuleczką z niezwykłym i niepowtarzalnym wnętrzem ,które nie daje mi jednak możliwości omijać reguły,które rządzą wszechświatem.



by XXX | 2012-04-12 22:56:38 | skomentuj! (1)
Bo w życiu...
Chodzi o to by iść tam gdzie wiesz ,że masz iść. Nie tam  gdzie nikt nie idzie, nie tam gdzie idą wszyscy ...tam gdzie wiesz ,że powinieneś iść. Dokładnie w tą stronę gdzie Twoje zasady Ci mówią, dokładnie w tą stronę gdzie Twoja głowa dusza i serce Ci pokazują. Po prostu. Czasem się pomylisz, ale przynajmniej będzie to Twój błąd.

by XXX | 2012-02-29 00:32:32 | skomentuj! (0)
Dzisiejszy egzamin...
Oczywiście zakończony porażką. Jako jedyna odpowiadająca(pomijam tych ,którzy stwierdzili ,że nawet nie startują) dostałam 2. Jakaś dziwna wewnętrzna siła zmusiła mnie do tego bym pokazała tej kobiecie jak ją lekceważę i za jakie dno uważam ten przedmiot. Prawda jest jednak taka ,że to co mnie boli to to,że mnie właśnie interesuje ten przedmiot. Zżera mnie moja wewnętrzna frustracja, że nie jestem w stanie nadążyć z książkami. Nie jestem w stanie pokazać wystarczającej wiedzy by być odpowiednim partnerem do rozmów dla kogoś kto otrzymał tytuł dr hab. Czuję się taka żadna przy tej kobiecie. Siedząc w jej pokoju i patrząc na mnogość książek na półce zadałam sobie jedno pytanie: czy ona to wszystko przeczytała? Odpowiedź pewnie jest twierdząca i co gorszące pewnie przeczytała wiele książek z biblioteki, a u niej w domu stoją jeszcze zapełnione regały. Irytuje mnie też to ,że w jej kręgu zainteresowań leży literatura którą ja osobiście uważam za bezwartościowy chłam. Uważam to za gówno ,którego nie da się czytać. Nie wiem czy to kwestia wieku, ale bardziej rajcują mnie inni pisarze. Chciałabym po tym co mi powiedziała pokazać jej, że mogę się nauczyć. Pokazać jej ,że uda mi się osiągnąć tyle co ona albo i więcej. Dostanę się na lepszą uczelnie i zrobię doktorat. Wiem jednak ,że to nie prawda. Nie uda mi się to. Nie dostanę się tam...nie skończę doktoratu, bo i pewnie się na niego nie dostanę nawet. Właśnie o to chodzi jak mała i beznadziejna się przy niej czuję. Jak mała i beznadziejna czuję się przy takich ludziach.

by XXX | 2012-02-01 23:24:49 | skomentuj! (0)

księga gości
lkne
miałkne
przeszłość
2012
maj
kwiecień
luty
styczeń
2011
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
2004
grudzień
2003
luty

o mnie

picture from deviantART.com layout by XXX
powered by blog.pl